Przejdź do treści

13 grudnia – czas Apokalipsy, a w tle skrzypce i tango…

Są w historii daty, które nie wymagają wielkich uroczystości ani patosu. Wystarczy chwila ciszy. Zatrzymanie się na minutę, by oddać hołd ofiarom i przypomnieć sobie, czym była narodowa tragedia. Jedną z takich dat jest dla Polaka 13 grudnia 1981 roku – dzień wprowadzenia stanu wojennego w Polsce.

To wydarzenie na trwałe zapisało się w zbiorowej pamięci jako symbol przemocy państwa komunistycznego wobec własnych obywateli, łamania praw człowieka i brutalnego zdławienia wolnościowych dążeń społeczeństwa. Dla tysięcy Polaków oznaczało internowanie, represje, utratę pracy, inwigilację i strach. Dla wielu rodzin – dramat rozciągnięty na lata. Dla kraju – zamrożenie nadziei.

Także mieszkańcy Ostrowi Mazowieckiej żyli wówczas w realiach niepewności, strachu i ograniczeń, które dotknęły całe społeczeństwo. Nawet jeśli lokalna historia nie przebiła się do ogólnopolskich kronik, pamięć o tamtym czasie była częścią wspólnego doświadczenia i przestrogą przed konsekwencjami braku demokracji oraz życia „pod butem” władzy.

Tym bardziej zastanawiające jest to, że w 2025 roku – w 44. rocznicę wprowadzenia stanu wojennego – data ta w Ostrowi Mazowieckiej przeszła właściwie bez echa. Nie było oficjalnych uroczystości, symbolicznego upamiętnienia które przypominałyby o ofiarach tamtych wydarzeń. Jedynie gdzieś w tle pobrzmiewało echo skrzypiec i tanga – jakby historia została zagłuszona, albo świętowano „inny” 13 grudnia …

Dla wielu mieszkańców takie milczenie nie jest neutralne. Odczytywane jest jako element szerszego zjawiska – wybiórczej pamięci historycznej, podporządkowanej bieżącej polityce i wygodnym narracjom. Trendu, w którym trudne fakty są pomijane, a niewygodne rocznice przemilczane – wypierane.

Dodatkowego ciężaru tej ciszy nabiera fakt, że w tym roku władze miasta zdecydowały się na uhonorowanie osoby związanej w przeszłości z aparatem władzy PRL, która w 1982 roku napisała list otwarty wychwalający i gloryfikujący stan wojenny. Dodatkowo wybrzmiewają słowa uzasadniające, usprawiedliwiające, które padły:  „to były takie czasy …”.

Zestawienie tych decyzji rodzi pytania o spójność lokalnej polityki pamięci i o to, jakie wartości są dziś akcentowane, a jakie spychane na margines i dlaczego tak jest ?

Pamięć historyczna nie polega na potępianiu ludzi, lecz na nazywaniu wydarzeń po imieniu. Stan wojenny był narodową tragedią. Milczenie wobec 13 grudnia nie jest brakiem stanowiska – jest decyzją. A każda decyzja podlega ocenie. Twierdzenie, że przynależność do PZPR to nic wielkiego, żadna rysa na życiorysie to …

Niech każdy oceni to sam.

Warto pytać, czy wspólnota, która nie potrafi uczcić ofiar stanu wojennego, jest w stanie w pełni zmierzyć się z własną historią. Czy minuta ciszy naprawdę jest zbyt wiele? A w tle przygrywa tango i skrzypce …

13 grudnia 1981 roku był dniem zbrodni na polskim narodzie.
Aresztowano 10 131 osób, zginęło ponad 100, a ponad 2 miliony Polaków zostały zmuszone do emigracji. Do dziś nikt w pełni nie poniósł za te wydarzenia odpowiedzialności. Nie pozwólmy o tym zapomnieć.

Pamięć nie jest aktem politycznym. Jest obowiązkiem.
Bo historia – jeśli o niej zapominamy – lubi się powtarzać.