Przejdź do treści

Beata Kowalczyk – Komentarz do artykułu „Rodzina na swoim”


Od Redakcji

Wczorajszy tekst wywołał słuszną dyskusję.

Poniżej publikujemy tekst przesłany do nas przez Czytelniczkę. W tekście nie dokonaliśmy żadnych zmian.


Szanowna Redakcjo OSTROWI NA SUROWO.

Komentarz do artykułu „Rodzina na swoim”

Kumoterstwo czy nepotyzm w samorządach, instytucjach państwowych, zakładach prywatnych zawsze wzbudza emocje i rodzi poczucie, że znajomi, przyjaciele, członkowie rodziny lokalnego „kierownika” (prezydenta, burmistrza, czy starosty) zostają prezesami, dyrektorami bez odpowiednich kompetencji, umiejętności, czy wręcz predyspozycji do danego stanowiska, nie przynoszą przedsiębiorstwu korzyści, a wręcz mu szkodzą swoją ignorancją i nieuctwem. Nie muszą się starać w pracy, nie muszą dbać o efekty, ponieważ swoje stanowisko zawdzięczają „kierownikowi” i będą na nim trwać tak długo, jak rządzić będzie ten, komu awans zawdzięczają.

Autor artykułu „Rodzina na swoim” wymienił kilkanaście nazwisk osób, które miejskim władzom samorządowym zawdzięczają stanowiska, sugerując, że wraz z nadejściem nowej władzy zaczął się „skok na stołki”. Czy tak jest rzeczywiście? Przyjrzyjmy się kilku przypadkom.

  1. Powołał na stanowisko zastępcy Jolantę Zadrogę. W związku z tym nasuwa się kilka pytań. Czy zastępca nie ma kompetencji do sprawowania swojego urzędu? Czy nie ma doświadczenia w pracy w ratuszu, samorządzie? Czy nie ma odpowiedniego wykształcenia? Czy autor artykułu uważa, że burmistrz nie ma prawa do tego, aby współpracować z ludźmi, których zna i którym ufa? Co do których ma pewność, że nie będą mu „sypać piachu w szprychy” i czekać na najmniejsze potknięcie?
  2. Nowi dyrektorzy z oświaty są powiązani z nową władzą rodzinnie i towarzysko. I kolejne pytania. Czy są to osoby przywiezione „w teczce”, z partyjnego przydziału? Czy na swoje stanowiska powołani zostali wbrew nauczycielom, rodzicom szkoły? Czy nie pracowali w tych szkołach kilkanaście lub więcej lat, czy nie mieli poparcia rodziców, nauczycieli? Czy zostali dyrektorami, ponieważ poprzedniego zmuszono do odejścia przed upływem kadencji? A może nie mieli uprawnień do tego, aby kierować szkołą czy przedszkolem?
  3. Zmieniono dyrektora MDK-u. Czytelnik artykułu chciałby wiedzieć, czy nowy dyrektor nie pracował wcześniej w takiej instytucji i czy ma odpowiednie doświadczenie, aby kierować tego typu placówką? Czy ma stosowne kwalifikacje do pracy na takim stanowisku? Czy może wcześniej był księgowym, ratownikiem medycznym i nagle „szast-prast” został dyrektorem instytucji zajmującej się kulturą?

Zanim wydamy wyrok, powinniśmy sprawę poznać „od podszewki”, sprawdzić, czy ci ludzie wniosą do instytucji jakąś wartość, czy poprawią jej kondycję, usprawnią działanie.

Autor artykułu zasugerował, że nowy burmistrz zmienia, powołuje „po uważaniu”, a przecież na stanowiskach kierowniczych w instytucjach podległych ratuszowi pracują osoby powołane przez poprzednią władzę, czyli ratusz nie jest miotłą, która wymiata wszystkich równo. Nie zwalnia ludzi niezgodnie z prawem i nie tłumaczy się ze swoich działań przed sądem pracy. Bardzo możliwe, że powołane przez władze miasta nowi ludzie usprawnią działanie instytucji, poprawią kondycję finansową zakładu, przedstawią nowe pomysły na pracę szkoły czy przedszkola. Po owocach ich poznacie, a przywołane w artykule słowa: „A co oni umiom, ci młodzi wilcy?” uważam na krzywdzące i niesprawiedliwe.

I na koniec chciałam podkreślić, że nie jestem ani rodzinnie, ani towarzysko powiązana z władzami miasta. Pozdrawiam autora tekstu oraz całą redakcję OSTROWI NA SUROWO.


Serdecznie dziękujemy Pani Beacie za przesłany tekst. Prześlemy go również do autora, by mógł się do niego odnieść.

Innych również zachęcamy do podzielenia się swoimi przemyśleniami na dowolny poruszony na naszych łamach temat. Każdy tekst opublikujemy.