Przejdź do treści

Damian Skłodowski – Wyobraźmy sobie… wiecznie prawdziwą debatę w tym mieście

„Nie mam zamiaru się smucić, tylko zatracić w tym, co najlepsze,
Chcą się kłócić, chcą nas zdusić (chcą nas skłócić),
Jakby to było konieczne,
Ona mi ufa (Ostrów Mazowiecka), daje mi rękę, wszystko zamieniam w bajeczne,
Niech trwa wiecznie… PRAWDZIWA DEBATA W TYM MIEŚCIE”

Skarga WatchDog Polska na działania Burmistrza

Gdybym tylko miał taką możliwość, w piątek na scenie sparafrazowałbym słowa z najsłynniejszego utworu rapera Kizo pt. „Disney”. Artysta chyba doskonale czuł się w naszym mieście i z pewnością nie miałby nic przeciwko temu, by nieco zmienić refren swojej piosenki. Tak się bowiem składa, że taka parafraza doskonale oddaje sytuację, która ma miejsce w naszym mieście w ostatnim czasie.

Podczas ostatniej sesji Rady Miasta rozpatrywano skargę Sieci Obywatelskiej Watchdog Polska dotyczącą działań Burmistrza Miasta wobec anonimowych redaktorów portalu „Ostrów Mazowiecka Na Surowo”. Radni większością głosów podzielili stanowisko Komisji Skarg, Wniosków i Petycji, która uznała skargę za bezzasadną.

Na początku sesji radny Paweł Pecura złożył wniosek o ponowne skierowanie sprawy do właściwej komisji miejskiej. Argumentował to istniejącymi rozbieżnościami w ocenie, czy Urząd Miasta rzeczywiście udzielił odpowiedzi na wszystkie wnioski o dostęp do informacji publicznej składane przez redaktorów „Ostrów Mazowiecka Na Surowo”. Również ten wniosek został jednak odrzucony większością głosów.

Anonimowi redaktorzy, tuż po opublikowaniu nagrania z sesji, odnieśli się do jej przebiegu oraz do decyzji o odrzuceniu skargi Stowarzyszenia Watchdog Polska, którą uznali za niesprawiedliwą. W dużej mierze podzielam ich stanowisko. Chciałbym jednak ponownie zwrócić uwagę na kilka kwestii, które moim zdaniem wymagają podkreślenia, a także poruszyć inne wątki, które w tym kontekście nie powinny zostać pominięte.

Afera z Hyde Park Ostrów Mazowiecka

Wszyscy doskonale pamiętamy zamieszanie, jakie wywołała publikacja treści na nieistniejącym już fanpage’u „Hyde Park Ostrów Mazowiecka”. Sekwencja zdarzeń była bardzo szybka: publikacja posta, oburzenie znacznej części mieszkańców, pojawienie się tekstu Tomka Kołodziejczyka pt. „Szalet Park Ostrów Mazowiecka”, a następnie usunięcie „Hyde Parku” z Facebooka oraz oświadczenie Burmistrza Miasta, w którym potępiono hejterskie treści publikowane na tym profilu.

Dobrze się stało, że doszło do jego usunięcia — taka „twórczość” powinna zniknąć znacznie wcześniej, ponieważ na hejt w naszym mieście nie powinno być przyzwolenia. Cała sytuacja pokazała, że presja społeczna ma sens.

Wcześniej na tym portalu pojawiały się treści o wątpliwym charakterze, dotyczące osób pełniących funkcje publiczne lub aktywnych w lokalnej polityce. Mimo to profil nadal funkcjonował.

Przekraczanie granic i sięganie po wątki z życia prywatnego osoby, która nie aspiruje do działalności politycznej, a wręcz się od niej dystansuje, wywołało jednak na tyle silne oburzenie, że ostatecznie doprowadziło do zamknięcia strony.

Krytyka władzy a hejt – gdzie przebiega granica?

Budzić mogą jednak uzasadnione wątpliwości słowa Burmistrza, który w pewnym stopniu zrównuje działalność hejterskiego „Hyde Parku” z funkcjonowaniem portalu „Ostrów Mazowiecka Na Surowo”.

Ten drugi — jak sami autorzy deklarują — koncentruje się wyłącznie na sprawach publicznych. Podkreślają, że interesują ich kwestie związane z funkcjonowaniem samorządu, wydatkowaniem środków publicznych, działalnością osób pełniących funkcje publiczne oraz wykonywaniem przez nie obowiązków służbowych. Zaznaczają również, że nie zajmują się życiem prywatnym kogokolwiek. Podstawą ich publikacji mają być dokumenty, dane i informacje pozyskiwane w trybie przewidzianym prawem oraz fakty dotyczące funkcjonowania instytucji publicznych.

Portal ten ma charakter krytyczny wobec działań władzy, niekiedy w sposób bardzo zdecydowany. Trudno jednak zarzucić mu szerzenie hejtu czy wzywanie do nienawiści. Nie wykluczam, że w jego treściach mogły pojawić się wypowiedzi o charakterze kontrowersyjnym lub emocjonalnym, jednak na podstawie mojej dotychczasowej lektury nie dostrzegam tam treści, które można byłoby jednoznacznie zakwalifikować jako nawoływanie do nienawiści.

Jest to portal o charakterze publicystycznym, w którym niektóre sformułowania mogą mieć na celu krytykę, a czasami również deprecjonowanie działań Burmistrza. Zdarzają się też komentarze o bardziej sarkastycznym wydźwięku, które mogą niepotrzebnie zaostrzać dyskusję. Osobiście niektóre kwestie ująłbym inaczej, jednak co do zasady publikowane treści mieszczą się — w mojej ocenie — w granicach dopuszczalnej debaty publicznej.

Jeżeli rzeczywiście pojawiły się tam nieścisłości lub przekłamania, powinny one zostać po prostu wskazane i sprostowane. W takim przypadku można oczekiwać, że redakcja portalu odniesie się do nich, również poprzez ewentualne przeprosiny lub korektę treści.

Słowa, które podgrzewają atmosferę

Burmistrz określił anonimowych redaktorów portalu „Ostrów Mazowiecka Na Surowo” mianem „wstrętnych ludzi”. Rozumiem, że część publikacji krytycznych wobec jego decyzji nie musi budzić jego aprobaty. Ma on prawo odnosić się do nich krytycznie, a także podejmować działania na rzecz miasta, które w jego ocenie są słuszne. Jednakże używanie tego typu określeń raczej zaostrza atmosferę debaty publicznej, niż ją łagodzi.

Tym bardziej zwraca uwagę fakt, że słowa te padły w czasie, gdy emocje związane z aferą wokół „Hyde Parku” wciąż nie opadły. Z perspektywy czasu pamiętam również atmosferę kampanii wyborczej — na tyle, na ile mogę ją ocenić, Burmistrz nie posługiwał się wówczas hejtem wobec swoich kontrkandydatów.

Można odnieść wrażenie, że jest osobą impulsywną i łatwo reagującą emocjonalnie, co bywa widoczne choćby podczas sesji Rady Miasta. Jednocześnie sprawia wrażenie człowieka otwartego i bezpośredniego — takiego, z którym można spokojnie porozmawiać i wyjaśnić wiele kwestii. Tym bardziej więc zaskakuje i smuci użycie publicznie tak mocnych sformułowań wobec anonimowych redaktorów.

Niestety, z przykrością trzeba zauważyć, że tej powściągliwości nie podzielają wszyscy jego zwolennicy. Część z nich nie ma oporów przed stosowaniem inwektyw wobec osób o odmiennych poglądach w przestrzeni mediów społecznościowych. Wspomnienia z marca i kwietnia 2024 roku nie należą pod tym względem do przyjemnych.

Obawiam się, że w czasie kampanii przed kolejnymi wyborami samorządowymi w 2029 roku możemy być świadkami podobnych napięć. Jednocześnie należy zaznaczyć, że Burmistrz nie ma bezpośredniego wpływu na to, jak zachowują się jego zwolennicy.

Problem anonimowości

Dużym problemem pozostaje anonimowość redaktorów portalu „Ostrów Mazowiecka Na Surowo”. Muszę przyznać, że takie podejście również budzi moje zastrzeżenia. Zdecydowanie poważniej traktowane są osoby, które potrafią wyrazić swoją krytykę wobec określonych działań pod własnym nazwiskiem. Anonimowość często sprzyja bowiem mniejszej odpowiedzialności za słowo, większej swobodzie w formułowaniu ocen oraz nasileniu negatywnych emocji wobec innych.

Zjawisko to widoczne jest również w przestrzeni lokalnej debaty publicznej, gdzie funkcjonuje wiele anonimowych lub fałszywych kont po różnych stronach sporu politycznego.

Z drugiej strony, w kontekście wypowiedzi Burmistrza o konieczności „podjęcia pewnych kroków” wobec autorów portalu „Ostrów Mazowiecka Na Surowo”, można zrozumieć, dlaczego część osób decyduje się na zachowanie anonimowości. W takich okolicznościach rodzi się poczucie niepewności co do konsekwencji publicznego ujawniania swojej tożsamości.

Pamiętam również deklaracje z kampanii wyborczej, że za jego rządów nikt nie będzie musiał się obawiać. W tym kontekście obecna sytuacja może jednak budzić pewne wątpliwości co do pełnej realizacji tej zapowiedzi.

Dostęp do informacji publicznej

Jednym ze spornych tematów pozostaje kwestia udzielania informacji publicznej w trybie dostępu do informacji publicznej. Portal twierdzi, że nie otrzymał odpowiedzi na wszystkie skierowane zapytania, natomiast Burmistrz przedstawia w tej sprawie odmienne stanowisko. Na podstawie dostępnych mi informacji nie jestem w stanie jednoznacznie ocenić, która ze stron ma rację.

W mojej ocenie dobrym rozwiązaniem mogłoby być — proponowane przez „Ostrów Mazowiecka Na Surowo” — utworzenie w Biuletynie Informacji Publicznej rejestru wszystkich wniosków o udostępnienie informacji publicznej wraz z udzielonymi odpowiedziami. Zwiększyłoby to przejrzystość i pozwoliło uniknąć wątpliwości co do realizacji obowiązków informacyjnych.

Warto jednocześnie podkreślić, że fakt składania wniosków przez podmioty anonimowe nie zwalnia organów publicznych z obowiązku udzielania odpowiedzi zgodnie z przepisami prawa. Osobiście mogę mieć zastrzeżenia wobec anonimowości takich działań, podobnie jak może je mieć Burmistrz, jednak prawo dopuszcza taką formę występowania z wnioskami — przynajmniej na obecnym etapie obowiązujących regulacji.

Czy Urząd jest przygotowany na obywatelską kontrolę?

W odpowiedziach Burmistrza pojawia się również argument, że „wnioski medium jako nadmierne, powtarzające się lub nieprecyzyjne (…) miały prowadzić do dezorganizacji pracy urzędu”. Wskazywano także, że „pracownicy zajmowali się odpowiadaniem na treści, które były już wcześniej upublicznione”, a w przypadku dużej liczby zapytań „ludzie muszą poświęcać nawet półtorej tygodnia na odpowiadanie na informacje nieraz bzdurne”.

Nie dysponuję pełnymi danymi dotyczącymi zakresu informacji, o które wnioskował portal „Ostrów Mazowiecka Na Surowo”, ani tego, czy były one faktycznie dostępne w innych źródłach publicznych. Z dostępnych relacji wynika jedynie liczba wniosków, która — w mojej ocenie — nie wydaje się szczególnie duża.

Z tego, co zaobserwowałem, na te zapytania odpowiadała najczęściej jedna osoba zatrudniona w Urzędzie Miasta, pracująca tam od stosunkowo niedawna. Nie znam jednak zakresu jej obowiązków, dlatego trudno jednoznacznie ocenić, czy rzeczywiście było to dla niej nadmierne obciążenie.

Nie zmienia to jednak faktu, że ewentualne trudności organizacyjne nie mogą prowadzić do ograniczania prawa do informacji publicznej. Obowiązek udzielania takich informacji pozostaje podstawowym zadaniem administracji.

Osobiście, w przeciwieństwie do części mieszkańców, oceniam pozytywnie fakt, że Burmistrz zwiększył zatrudnienie i stworzył miejsca pracy dla lokalnych mieszkańców. Kluczowe jest jednak odpowiednie rozdysponowanie obowiązków, tak aby pracownicy mieli realne i jasno określone zadania.

Dobrym rozwiązaniem mogłoby być zatrudnienie osoby odpowiedzialnej bezpośrednio za kontakt z mieszkańcami, w tym również za obsługę wniosków o dostęp do informacji publicznej. Podobny pomysł pojawiał się już wcześniej — podczas spotkania z mieszkańcami w czasie jednodniowego pełnienia funkcji burmistrza przez radnego Pawła Pecurę, gdzie postulowano utworzenie stanowiska do bezpośredniego kontaktu z mieszkańcami w terenie.

Warto rozważyć powrót do tej koncepcji.

Pytania o działalność władz powiatu

Pisałem już o tym na Facebooku, ale powtórzę: jednym z problemów jest brak szerszego zainteresowania tematyką powiatu na portalu „Ostrów Mazowiecka Na Surowo”. Tłumaczone jest to ograniczoną liczbą osób tworzących redakcję. W podobny sposób uzasadnia się niewielką liczbę informacji dotyczących gmin ościennych.

Jednak największe kontrowersje budzi brak publikacji dotyczących działalności władz powiatowych. Oczywiście „Ostrów Mazowiecka Na Surowo” jest portalem publicystycznym i ma pełne prawo decydować o zakresie poruszanych tematów — w tym, w sytuacji ograniczonych zasobów, koncentrować się na sprawach miejskich.

Mimo to wśród części mieszkańców pojawiają się opinie, że portal ma określone sympatie polityczne, a nawet że jego redakcja może być związana z otoczeniem Starosty. Nie przesądzam, czy takie tezy są prawdziwe — jednak można zrozumieć, skąd biorą się tego typu interpretacje, zwłaszcza przy braku szerszej aktywności w zakresie tematyki powiatowej.

Burmistrz miał stwierdzić, że „wszyscy wiedzą, kto za tym stoi”. Ja nie wiem. Jeśli rzeczywiście istnieją takie ustalenia, powinny zostać przedstawione opinii publicznej — oczywiście wyłącznie w oparciu o konkretne i wiarygodne dowody, ponieważ łatwo w ten sposób naruszyć czyjeś dobre imię.

Podobna sytuacja dotyczy wypowiedzi Łukasza Karpieja odnoszących się do rzekomych nazwisk osób mających tworzyć „Hyde Park”. Jeżeli informacje te nie są potwierdzone, ich publiczne powielanie może budzić wątpliwości i niepotrzebnie podgrzewać atmosferę, zamiast sprzyjać rzeczowej debacie. Jeśli natomiast są prawdziwe, bardzo dobrze, że ujrzały światło dzienne.

Apeluję o większą odpowiedzialność za formułowane publicznie słowa.

Lepiej późno niż wcale

Często pojawia się zarzut, że „Ostrów Mazowiecka Na Surowo” rozpoczął działalność dopiero w 2024 roku. Zgadzam się, że podobna inicjatywa powinna funkcjonować już w poprzedniej kadencji, jednak czasu nie da się cofnąć — lepiej zacząć późno niż wcale.

Burmistrz podczas ostatniej sesji stwierdził, że „mieliśmy ogromne zapóźnienia z poprzedniej kadencji, gdzie systemowo nie odpowiadało się na interpelacje radnych. Otrzymuję również informacje od radnych z klubu Niezależnych, że składali wiele dokumentów i nie otrzymywali odpowiedzi”. Nie jestem w stanie jednoznacznie ocenić, na ile te informacje odzwierciedlają pełen obraz sytuacji, jednak istotne jest, że takie sygnały się pojawiają.

Z tego, co wynika z obecnych deklaracji, na Biuletynie Informacji Publicznej mają być publikowane wszystkie dokumenty. I jest to kierunek zdecydowanie właściwy.

W pewnym sensie można uznać, że jest to również efekt większej presji na transparentność, w której udział mają różne inicjatywy obywatelskie, w tym „Ostrów Mazowiecka Na Surowo”.

Wierzę, że niezależnie od tego, kto będzie sprawował władzę po wyborach samorządowych w 2029 roku, standardy przejrzystości i dostępu do informacji publicznej — promowane m.in. przez Sieć Obywatelską Watchdog Polska — staną się trwałym elementem funkcjonowania lokalnego samorządu.

Szansa na prawdziwe forum wymiany poglądów

„Ostrów Mazowiecka Na Surowo” publicznie zadeklarowało kilkanaście dni temu, że na ich stronie internetowej będą publikowane wyłącznie teksty gościnne. Być może jest to przejaw mojego idealizmu, wynikający z przekonania, że taka forma otwartości spowoduje, iż ludzie będą częściej publikować swoje teksty i aktywniej uczestniczyć w debacie publicznej, ale jednocześnie stwarza to dobrą okazję do budowania przestrzeni realnej dyskusji.

Zamiast traktować publikację tekstów krytycznych jako powód do oburzenia, warto odpowiedzieć własnym artykułem prezentującym odmienne stanowisko, również odnosząc się do działań Burmistrza w sposób pozytywny lub wspierający jego decyzje. Zamiast biernej postawy, można aktywnie uczestniczyć w kształtowaniu lokalnego dyskursu publicznego w Ostrowi Mazowieckiej.

Sam również korzystam z tej możliwości. Publikacje na moim profilu w mediach społecznościowych prawdopodobnie dotarłyby do ograniczonego grona odbiorców, natomiast umieszczenie artykułu na platformie ostrownasurowo.pl daje większą szansę, że znaczna liczba mieszkańców zapozna się z przedstawionym punktem widzenia.

Dotychczas spotykałem się z życzliwością anonimowych redaktorów w korespondencji mailowej, a moje teksty były publikowane bez żadnych zmian.

Na zakończenie warto podkreślić — tak jak zaznaczyłem w moim pierwszym tekście — że sama publikacja nie oznacza podzielania wszystkich treści zamieszczanych na portalu ani jakiejkolwiek współpracy czy powiązań z autorami innych materiałów tam publikowanych.

Nauczmy się rozmawiać

Kilkanaście dni temu na elewacji budynku ratusza w Brembate di Sopra, naszym partnerskim mieście, pojawił się bardzo wulgarny napis, który można przetłumaczyć jako: „Ravasio (nazwisko burmistrza), pierdol się. Dość sprzedaży Brembate”. W tym włoskim mieście za rok odbędą się wybory samorządowe. Niestety wygląda na to, że kampania wyborcza już zaczęła przybierać niepokojący, brutalny charakter.

Wszyscy potępili ten niedopuszczalny akt wandalizmu, jednak sama sytuacja miała miejsce. Nie chciałbym, aby podobne zdarzenia wystąpiły w Ostrowi Mazowieckiej w 2029 roku.

Musimy nauczyć się rozmawiać. Musimy nauczyć się prowadzić debatę publiczną. Musimy nauczyć się przyjmować merytoryczną krytykę. Musimy jednoznacznie potępiać hejt. Musimy nauczyć się respektować zasady obywatelskiej dyskusji.

Dlatego zachęcam, abyśmy wszyscy wzięli sobie do serca słowa przerobionego refrenu utworu Kizo. Niech towarzyszą nam jako przypomnienie, że powinniśmy koncentrować się na rozwoju naszego miasta, a nie na emocjach i konfliktach.

Niech naszym przesłaniem NIE BĘDĄ – tym razem – dosłowne słowa z utworu „Disney”:
„Różne momenty bywają istotne, nasze decyzje bywają pochopne (…)
Mam tylko złe albo okropne myśli, jak coś odjebać jak artyści, tak by wszyscy z lokalu wyszli…”

Zamiast tego lepiej zaprośmy na przykład Fundację Nowej Wspólnoty i zorganizujmy „Trening Dobrej Rozmowy” w ramach Akademii Dialogu Społecznego.