BiP miasta Ostrów Maz.- Plan postępowań o udzielenie zamówienia publicznego na 2026 rok.
Miasto Ostrów Mazowiecka planuje zakup tzw. drona antysmogowego za kwotę 140 tys. zł, korzystając z dotacji w ramach programu „Mazowsze bez smogu”. Na pierwszy rzut oka brzmi to nowocześnie i proekologicznie. Jednak po bliższym przyjrzeniu się sprawie rodzi się pytanie: czy to realna walka ze smogiem, czy raczej przykład eko-zachłyśnięcia się technologią tylko dlatego, że „są na to pieniądze z dotacji”?
Bo sam zakup drona to dopiero początek kosztów.
Aby taki sprzęt w ogóle mógł latać, potrzebny jest certyfikowany operator. Szkolenia, egzaminy, uprawnienia UAV, odnawiane co roku — to wszystko kosztuje i wymaga czasu. Kto będzie tym operatorem? Pracownik zatrudniony na etacie? Osoba na umowie zleceniu? Firma zewnętrzna? Każde z tych rozwiązań oznacza stałe obciążenie budżetu miasta, o którym dziś nikt głośno nie mówi.
Do tego dochodzą przepisy prawa lotniczego. Dron nie może latać „gdzie chce i kiedy chce”. Latanie nad zabudową, nad prywatnymi posesjami czy w pobliżu ludzi jest ściśle regulowane przez ULC i prawo lotnicze. Każdy lot wiąże się z ograniczeniami, zgłoszeniami i odpowiedzialnością. A przecież smog nie wybiera dogodnych godzin ani warunków pogodowych.
Co więcej — smog występuje głównie zimą, przy mgle, niskiej temperaturze i bezwietrznej pogodzie. To dokładnie te warunki, w których drony:
- często nie mogą wystartować,
- mają ograniczony czas lotu,
- szybciej się zużywają,
- narażone są na awarie.
Paradoksalnie więc, gdy problem jest największy, dron może… stać w ratuszu.
Kolejna kwestia to ubezpieczenie OC. Dron wart 140 tys. zł, latający nad miastem, to realne ryzyko. Jeśli spadnie i uszkodzi dach, samochód lub — co gorsza — zrobi krzywdę człowiekowi, odpowiedzialność ponosi miasto. Polisa OC to kolejny coroczny koszt, podobnie jak przeglądy techniczne, kalibracja sensorów, aktualizacje oprogramowania i certyfikaty.
Dochodzi też problem skuteczności prawnej. Dron nie nakłada mandatów i nie wchodzi do kotłowni. Może jedynie wskazać podejrzenie spalania niedozwolonych materiałów. Każdy taki sygnał i tak musi być obsłużony przez straż miejską lub urzędników. Ile z tych interwencji zakończy się realną karą, a ile umorzeniem? I ile będzie kosztować cała ta procedura?
Nie można też pominąć ryzyka sporów prawnych. Latanie nad posesjami, zbieranie danych, wskazywanie potencjalnych „winnych” to pole do:
- zarzutów naruszenia prywatności,
- skarg na miasto,
- kwestionowania wiarygodności pomiarów,
- a nawet procesów sądowych.
To kolejne koszty — tym razem prawne.
Warto zadać też pytanie o faktyczną użyteczność sprzętu. Ostrów Mazowiecka to niewielkie miasto. Jak często ten dron będzie wykorzystywany? Kilka lotów w miesiącu? Kilkadziesiąt w roku? Czy planowana jest współpraca z gminą Ostrów Mazowiecka lub innymi samorządami? Na dziś brak jakichkolwiek informacji o takim porozumieniu. Istnieje więc realne ryzyko, że drogi sprzęt przez większość czasu będzie po prostu stał nieużywany.
Technologia dronowa starzeje się bardzo szybko. Za kilka lat obecny sprzęt może być:
- przestarzały,
- niekompatybilny z nowymi przepisami,
- bez wsparcia producenta.
Miasto zostanie wtedy z drogim, ale mało użytecznym urządzeniem, którego nie da się ani sprzedać, ani sensownie zmodernizować.
Najważniejsze pytanie brzmi jednak: jakie będą realne efekty dla mieszkańców?
Czy miasto określiło:
- o ile spadnie poziom zanieczyszczeń?
- ile palenisk zostanie zlikwidowanych?
- w jakim czasie?
Jeśli nie ma konkretnych wskaźników, dron stanie się jedynie narzędziem do raportów, zdjęć i chwalenia się „działaniami proekologicznymi”.
Tymczasem za 140 tys. zł można było:
- dofinansować wymianę kilku kopciuchów,
- zainstalować czujniki stacjonarne,
- zwiększyć liczbę realnych kontroli,
- wesprzeć mieszkańców w termomodernizacji.
To są działania, które realnie zmniejszają smog, a nie tylko go monitorują.
Na koniec pozostaje wrażenie, że decyzja o zakupie drona została podjęta nie dlatego, że jest to najlepsze rozwiązanie dla Ostrowi Mazowieckiej, lecz dlatego, że była dotacja. Ekologia stała się tu hasłem, a nie strategią.
Bo walka ze smogiem wymaga konsekwencji, współpracy i mądrych inwestycji — nie drogich gadżetów, które dobrze wyglądają w prezentacjach, ale w praktyce mogą okazać się kosztowną iluzją.

