Przejdź do treści

Panie Damianie, nam zależy!

Na wstępie pragnę wyrazić uznanie dla otwartości i odwagi Pana Damiana Skłodowskiego.

Od momentu rozpoczęcia naszej misji (myślę, że nie jest to słowo użyte „na wyrost”) kontaktowało się z nami wiele osób i każdemu proponowaliśmy opublikowanie swojego tekstu na naszej stronie. Oferowaliśmy pełną swobodę wypowiedzi, brak jakiejkolwiek ingerencji w przesłany tekst i anonimowość (jeśli ktoś będzie jej chciał).

Dlatego z tym większą przyjemnością opublikowaliśmy Pana tekst… bo był Pan pierwszym, który na nasz apel odpowiedział. Więcej, Pan sam się z nami skontaktował i zaproponował, że prześle tekst do opublikowania. Naprawdę szczere wyrazy uznania.

A teraz do meritum.

Czy jest realna szansa na zmiany?

Gdybym jej nie widział nie robiłbym tego, co robię.

Nie poświęciłbym prywatnych pieniędzy na założenie i utrzymanie strony.

Nie poświęcałbym prywatnego czasu słuchając czasem wielogodzinnych obrad Rady Miasta tylko po to, żeby na bieżąco pisać podsumowanie.

Nie siedziałbym w cyferkach budżetu analizując dane, które wcale nie tak łatwo odszukać (a Urząd Miasta i Pan Burmistrz Miasta czasem skutecznie dbają o ty, by nie dało się ich znaleźć).

Nie szukałbym ludzi, którzy mieliby chęć zająć się podobnymi rzeczami w innych gminach naszego powiatu. I nie byłbym gotowy udostępnić im „narzędzi i dostępów”.

Wreszcie sam nie dowiedziałbym się tak dużo o funkcjonowaniu samorządu jak dowiedziałem się od kiedy jestem „na surowo”.

Czy zmiana nastąpi w wyniku naszej działalności? Pewnie nie. Ale jeśli choć trochę przyłożę do niej rękę będę czuł satysfakcję i na koniec dnia powiem sobie przed lustrem – nie żałuję!

Czy widzę już dziś, półtora roku naszej działalności, jakieś pozytywne zmiany? Tak. Myślę, że tym co się nam udało jest wprowadzenie do publicznej debaty (publicznej – mam na myśli inne portale internetowe) tematów, które wcześniej tam nie istniały.

Demografia zrobi swoje, to pewne

Tak, zapewne tak będzie – w 2029 roku Rada Miasta Ostrów Mazowiecka skurczy się do 15 osób… no chyba, że stanie się cud na porodówce lub ktoś zmieni ustawę.

W to pierwsze nie wierze, w to drugie już tak. Czemu? Bo nic tak nie łączy jak „koryto”.

Może to z mojej strony pewne zboczenie, ale patrzę na funkcjonowanie Rady przez pryzmat pieniędzy, które na nią wydajemy. Oceniam jaką jakość dostaję za dany koszt. Ale ja lubię cyferki… bo one nie kłamią. I jak mi ktoś mówi, że „ogląda każdą złotówkę przed wydaniem” to sprawdzam rachunki. A ta Rada kosztuje nasz 690 tysięcy złotych.

Beton trzyma mocno

Pisze Pan, że scena jest „zabetonowana”. To fakt… ale tak wybraliśmy. Czy mi się to podoba? Nie.

Aż tak bardzo w metryki radnych nie zaglądałem, ale jeśli się Pan nie pomylił w rachunkach to wypada zapytać PO CO NAM RADA SENIORÓW MIASTA skoro „pod koniec tej kadencji aż jedna trzecia radnych przekroczy 70. rok życia” (że zacytuję Pana słowa). Przecież SENIORÓW już mamy i to w Radzie Miasta wybranej w wyborach powszechnych!?

Pełna zgoda co do tego, że młodzi czują się „wypychani” z list przez starszych. Albo dostają się do Rady na ich „plecach”, „za nazwisko”.

Tu tylko dodam, że Rada Seniorów jeśli już być musi to nie koniecznie chcę by składała się z byłych radnych. Wolę debiutantów, przynajmniej nie wniosą „bagażu obciążeń”.

„Konkurencja” i nie-równość szans sama się nie zrobi

Tu się z Panem w pełni zgadzam – młodzi się nie garną. Starzy nie chcą ich wpuścić. Tyle, że żaden postęp (choć nie lubię tego słowa, bo mi się lewacko kojarzy) nie dokonał się bez zdecydowanego zakwestionowania władzy „starych” przez „młodych”.

Stefan Kisielewski powiedział kiedyś (i te słowa jakoś same mi tu przyszły do głowy, zupełnie nie wiem czemu 😉 ), że „to, że jesteśmy w dupie, to jasne. Problem w tym, że zaczynamy się w niej urządzać”.

I tak się „urządziliśmy” z naszymi „wiecznymi radnymi”.

Jeśli chodzi o miejsca „biorące”… proszę zwrócić uwagę na chyba NAJBARDZIEJ RAŻĄCY PRZYKŁAD odrzucenia tego schematu – Przewodniczący Rady Miasta Tomasz Koczara. Jedynka na liście KO. Nie wchodzi do rady. I WYŁĄCZNIE w wyniku PARTYJNYCH UKŁADANEK Z BURMISTRZEM (a wszyscy wiedzą, że „miał obiecane!„) po nominacji Zastępcy Burmistrza wchodzi do Rady, potem Przewodniczący Rady Łukasz Chojnowski (młody!) REZYGNUJE (oczywiście ze względów „osobistych”) i nowym Przewodniczącym wybiera się tego „obiecanego„! LUDZIE, chyba ciężko o bardziej jaskrawy przykład UKŁADU! … i KOlesiostwa.

I najgorsze jest to, że NIE WYWOŁUJE to w elektoracie (nawet tym „rządzącym”) żadnej reakcji… albo wręcz odruchu wymiotnego!

PLEMIENNE PODZIAŁY DOMINUJĄ… I TEGO NIE ZMIENIMY

Co zaś się tyczy prawdziwie lokalnych inicjatyw – szansy za wielkiej nie widzę. Powód jest prosty – KASA. Przy obecnym sposobie finansowania kampanii i komitetów WYŁĄCZNIE PARTIE mają zasoby by finansowo, logistycznie i osobowo przeprowadzić skuteczną kampanię. Czy to na stanowisko Burmistrza, czy jako komitet radnych.

Rola mediów

Tu jednak widzę DUŻĄ SZANSĘ!

Tu pozwolę sobie powrócić do jednego ze swoich tekstów, już dosyć starych, gdzie napisałem, że jednym z POWODÓW, dla których założyliśmy „na surowo” był BRAK DEBATY i ZAINTERESOWANIA jej organizacją ze strony lokalnych „mediów”.

Napisałem wtedy takie słowa…

…i dziś nie zmieniłbym tam nawet przecinka.

Czy może Pan na nas liczyć przed następnymi wyborami? Jak najbardziej TAK! Myślę, że dziś już Pan wie, że kontakt z nami to nic strasznego, daje się z nami dogadać 😉 Proszę więc zachęcić innych do podobnych jak Pana działań – do przesłania nam swoich tekstów. Z naszej strony deklaruję, że tworząc pytania do kandydatów na radnych następnej kadencji zasięgniemy Pana opinii i rady. Poprosimy o ich wspólną redakcję. Nawet jeśli będzie Pan jednym z kandydatów.

Zorganizujemy więc „publiczną” debatę kandydatów na naszych serwerach. Nikomu nie będziemy żałować czasu ani miejsca. KAŻDY będzie miał możliwość wypowiedzenia się!

Kontrola i nagrania posiedzeń komisji Rady Miasta

Napisałem to już na naszym profilu fb, ale powtórzę – HAŃBĄ dla Miasta, Burmistrza i Rady Miasta jest to, że osoba prywatna, w tym przypadku Pan Damian Skłodowski, na naszych łamach zadeklarował, że jest gotów finansować z własnych pieniędzy nagrywanie i archiwizację posiedzeń komisji Rady Miasta!

Co do kontroli działań radnych – myślę, że zaczęliśmy nieźle. Następnym razem może coś poprawimy, zawsze jesteśmy otwarci na rozmowę.

Co do Centrum… cóż, jestem sceptyczny. Czemu? Jeśli chcemy aktywizować młodych (jakkolwiek ich identyfikować) to nie możemy liczyć na ich „stawiennictwo” w Centrum, które im się będzie kojarzyć z „dziadersami” (jakkolwiek ich identyfikować 😉

Co nam zostaje? Działalność w sieci. Tu widzę potencjał. A „policzymy się” przy urnach w następnych wyborach.

Na koniec kilku uwag ogólnych

Na koniec pozwolę sobie na zachęcenie Pana Damiana do dalszej polemiki.

Spójrzmy szerzej na to, czym stała się Rada Miasta? A czym być może, lub nawet POWINNA BYĆ.

Rada Miasta jako organ pochodzi z bezpośredniego wyboru Mieszkańców i jako taki jest organem, w teorii, STANOWIĄCYM. Czyli stosując trójpodział władzy, ustawodawczym. Burmistrz Miasta jest zaś organem Wykonawczym, czyli teoretycznie pełniącym władze niższego rzędu. Czyli Rada jest Sejmem, Burmistrz rządem. Sejm uchwala prawo, rząd je wykonuje. To jest oczywiste.

To teraz popatrzmy na praktykę. Rada Miasta dostaje od Burmistrza GOTOWE projekty uchwał, w których na sesji (poza nielicznymi przypadkami; pamiętam jeden od kiedy śledzę sesje Rady Miasta) nie może dokonać zmian. W praktyce przypomina to sejmowe rozpatrywanie projektów „rządowych”. Tutaj też debata jest ograniczona do minimum, bo wiadomo, że za „projektem” stoi WŁADZA. To zupełne ODWRÓCENIE RÓL! To nie Rada, czyli Mieszkańcy, PROPONUJĄ UCHWAŁY tylko czyni to BURMISTRZ, czyli władza WYKONAWCZA! Czyli organ STOSUJĄCY prawo sam je PROPONUJE! ABSURD! Bo wiadomo, że organ wykonawczy zaproponuje rozwiązania dla niego wygodne.

Czy tylko mi się wydaje, że mamy do czynienia z systemem ZATWIERDZANIA, A NIE UCHWALANIA PRAWA?

W sytuacji gdy radni zwracają uwagę na jakieś sporne kwestie odzywa się „radca prawny” zatrudniony przez Burmistrza (i będący de facto reprezentantem jego interesów) i mówi „tego nie można, tego się nie da!„. Albo „to trzeba” – jak w przypadku uchwał dotyczących sprzedaży działek.

W konsekwencji okazuję się, że NIC z tego, co chcą radni SIĘ NIE DA. I uchwała „przechodzi” w kształcie w pełni zaproponowanym przez tych, którzy mają ją, w teorii, TYLKO WYKONAĆ! ABSURD W NAJCZYSTSZEJ POSTACI!

Radnych sprowadza się do wciskających guzik. Nawet odzywać się nie trzeba… co niektórym dobrze wychodzi.

Tak się składa, że nasz Burmistrz jest magistrem prawa, więc to o czym piszę powinien rozumieć. To czym powinien więc być zainteresowany to to, żeby UCHWAŁY (ich TREŚĆ) były przedmiotem REALNEJ DEBATY na forum Rady Miasta.

Czy możemy na to liczyć, Panie Burmistrzu?

Kończąc, Panie Damianie, nam też zależy! Mamy to w naszym logo. Pytanie jak daleko chcemy pójść i jak mocno uderzyć w dotychczasowy UKŁAD?