Przejdź do treści

Rozwój, stagnacja, upadek – w którą stronę zmierzamy?

Temat składowiska odpadów promieniotwórczych nie był jeszcze rozważany, traktujmy go jako potencjalny kierunek strategiczny, który mógłby zostać przeanalizowany, przedyskutowany i – być może – świadomie wybrany.

O sprawie już trochę napisaliśmy.

Ostrów Mazowiecka – Miasto, które mogło chcieć więcej

Od wielu lat Ostrów Mazowiecka tkwi w stanie zawieszenia. Formalnie jesteśmy powiatowym miastem w centralno-wschodniej Polsce, z dobrym dostępem do infrastruktury (S8/S61), stosunkowo blisko Warszawy, w otoczeniu gmin rolniczych. Ale praktycznie – jesteśmy miastem, które żyje bez wizji, bez długofalowej strategii, bez odwagi, by przemyśleć swoją przyszłość inaczej, niż tylko przez pryzmat kolejnego budżetu i kolejnej kampanii wyborczej.

Od lat mówi się o problemach demograficznych – że mieszkańców ubywa, że młodzi wyjeżdżają, że nie ma inwestycji, które zatrzymałyby tu ludzi na dłużej. Mamy zadłużenie (poniżej patrzcie jak rosło ono w czasie; 2024 udało się zamknąć zadłużeniem w wysokości 37,9 miliona + 4,224 miliona w zobowiązaniach z tytułu dostaw i usług), którego obsługa pochłania już ponad 3 miliony złotych rocznie z budżetu. Dla porównania – MDK kosztuje nas poniżej 3 milionów.

A przecież wiemy, że to dopiero początek – koszty płac dla urzędników i utrzymania miejskiej infrastruktury, koszty obsługi długu, rosnące wymagania społeczne (starzenie się społeczeństwa, spadek liczby ludności) będą zwiększać presję by „coś” robić. Wpływy z udziału w podatkach (np. PIT) wraz z malejącą liczbą mieszkańców też będą coraz niższe. Dotacje dla szkół wraz ze spadającą liczbą uczniów również.

Mamy teren zdegradowany – po dawnej nasycalni – z którym miasto nie potrafi sobie poradzić od dekad. Mamy polityków, którzy wolą symulować działania niż realnie podejmować decyzje. Kiedy pojawia się problem, wybierają drogę najmniejszego oporu: wynajęcie kancelarii, procesy sądowe, ekspertyzy. Formalizm zastępuje odwagę, a procedury – wyobraźnię.

Patrzcie tylko na koszty tych „działań” w ostatnich dwóch latach. 76.250,00 PLN.

A to zapewne nie wszystkie koszty. Czy proces z PKP załatwi nam sprawę? Czy teren od tego się „oczyści” i przestanie zagrażać ujęciom wody? No nie! Proces będzie trwał prawdopodobnie latami, pochłonie jeszcze setki tysięcy a na koniec, jeśli zapadnie jakiś wyrok, któraś ze stron powie, że wydał go neo-sędzia i trzeba zacząć od początku. Ale i tak nic to nie zmieni! Do tego czasu będziemy w mieście pić wodę z beczkowozów i torebek dostarczanych przez ZGK. Realnej szansy na to, że w budżecie miasta znajdą się pieniądze na załatwienie tego problemu nie widzimy.

W tym kontekście warto zadać pytanie, które dotąd nie padło głośno: czy Ostrów Mazowiecka może świadomie podjąć się roli miasta, które weźmie udział w strategicznej debacie o lokalizacji składowiska odpadów promieniotwórczych? Nie jako ofiara decyzji centralnych, ale jako aktywny gracz, który mówi: mamy grunt (i wielki problem z nim!), chcemy rozmawiać, chcemy poznać warunki, chcemy wiedzieć, co za tym stoi i jakie to może dać nam możliwości.

To pytanie wyda się wielu kontrowersyjne. Składowisko? Promieniotwórcze odpady? Przecież to niepopularne, niebezpieczne, politycznie samobójcze. Ale jeśli oderwiemy się od emocji i spojrzymy na ten temat z chłodną głową – widać coś więcej. Widać możliwy zwrot w myśleniu o przyszłości miasta.

Czym jest składowisko odpadów promieniotwórczych?

W Polsce obecnie funkcjonuje jedno legalne i nadzorowane przez państwo składowisko nisko- i średnioaktywne – w Różanie. Składowisko działa od 1961 roku, znajduje się pod stałym nadzorem instytucji krajowych i międzynarodowych, i nie miało dotąd żadnych poważnych incydentów.

Składowiska tego typu nie są reaktorami jądrowymi. Nie są bombami zegarowymi. To w dużej mierze miejsca, gdzie trafiają odpady medyczne, przemysłowe, laboratoryjne – promieniotwórcze, ale nie wysokoaktywne. Infrastruktura jest zabezpieczona, budowana zgodnie z najnowszymi technologiami, a poziom nadzoru przewyższa ten stosowany wobec większości innych obiektów przemysłowych w kraju.

Zgodnie z planami państwa, Polska będzie musiała w nadchodzących dekadach znaleźć i przygotować nowe lokalizacje dla przyszłych składowisk. Rozwój energetyki jądrowej, wzrost przemysłu zaawansowanych technologii, a także demontaż przyszłych elektrowni jądrowych – to wszystko wymaga infrastruktury, której dziś jeszcze nie ma.

Dlaczego więc nie zacząć rozmawiać o tym już teraz? Zaproponować teren, na który jako miasto i tak nie ma pomysłu a wyłącznie problem?

Co to może oznaczać dla Ostrowi?

Udział w programie budowy składowiska – nawet nie samego obiektu, ale samej infrastruktury towarzyszącej – wiązałby się z ogromnymi środkami. W wielu krajach świata gminy, które przyjmują tego rodzaju inwestycje, otrzymują stałe rekompensaty finansowe, dotacje na rozwój lokalny, a także mają priorytetowy dostęp do funduszy centralnych i unijnych.

Oznaczałoby to nie tylko bieżące wpływy do budżetu (10,5 miliona co roku!, możliwość całkowitej spłaty zadłużenia miasta w np. 10 lat przy założeniu, że połowę przeznaczamy na spłatę długów, drugą połowę na inwestycje), ale też możliwości rozwoju dla szkół, przedszkoli i żłobków, obiektów kultury, remonty dróg i chodników, budowę i modernizację sieci kanalizacyjnej/ciepłowniczej. To nie byłaby jałmużna – to byłaby cena za świadomą decyzję o wzięciu na siebie odpowiedzialności. Miasto mogłoby negocjować warunki (podobno odpowiedzialne za projekt ministerstwo jest gotowe do rozmów o podwyższeniu rocznej opłaty), żądać wsparcia rozwojowego i przywilejów fiskalnych, a nawet dedykowanych projektów inwestycyjnych.

To mogłaby być karta przetargowa, która zmieni pozycję Ostrowi Mazowieckiej na mapie Polski. Z gminy z problemami, pominiętej w Strategii Rozwoju Polski do roku 2035 – w gminę strategiczną!

Ale co z ryzykiem?

Ryzyko istnieje zawsze – pytanie brzmi: czy jesteśmy w stanie je zrozumieć i zarządzać nim, zamiast go unikać?

Składowisko nie oznacza automatycznie zagrożenia dla zdrowia czy środowiska. Warunkiem byłoby przeprowadzenie najwyższej jakości badań środowiskowych, pełnej transparentności informacji, prawdziwych, a nie udawanych konsultacji społecznych, i – co najważniejsze – realnej kontroli lokalnej społeczności nad procesem.

To da się zrobić. Różan to zrobił. Inne gminy w Europie – jak np. szwedzka Östhammar czy fińskie Eurajoki – nie tylko zyskały finansowo, ale rozwinęły nowoczesne technologie, ściągnęły inwestorów, zbudowały silną markę lokalną.

Warto też dodać, że pierwsze odpady mogłyby się pojawić w takim składowisku dopiero po 25-30 latach od otwarcia elektrowni jądrowej… co znając nasze realia nie nastąpi za 10 lat (jak jest to w projektach), a raczej za lat 20. Co dla piszących te słowa oznacza „nie za naszego życia”. Ale do tego czasu możemy mieć załatwiony problem terenów po nasycalni i 10,5 bańki co roku ekstra.

Dlaczego dziś nie rozmawiamy o takich kierunkach?

Bo lokalna polityka ugrzęzła w grze pozorów. Bo nie mamy liderów, którzy potrafiliby unieść ciężar decyzji wykraczającej poza horyzont jednej kadencji. Bo łatwiej jest unikać tematów niż się z nimi zmierzyć. Bo konsultacje są fikcją, a odwaga jest karana (coś o tym wiemy).

Dziś mówimy o kolejnych przetargach, remontach, dotacjach – ale nie rozmawiamy o przyszłości. Nie pytamy: gdzie i kim chcemy być za 10, 20, 30, 50 lat? Czy chcemy być tylko miasteczkiem, które obsługuje swoich emerytów i zaciąga kolejne kredyty, czy też gminą, która buduje coś więcej?

Zaciąganie kredytów też nie może trwać wiecznie. Ktoś zadał sobie pytanie dlaczego w tym roku zamiast kredytu miasto wyemitowało obligacje? Te można „puścić” bez przetargu… ale też nie za darmo (Na którejś sesji Rady Miasta sama Skarbnik Miasta przyznała, że koszty będą podobne, więc o co była ta „gra”?).

Tu dodamy tylko, że obligacji miało być na 13,3 miliona. Jednak Burmistrz załatwił 4 miliony i będzie tylko 9,3. CHWALIMY! Żeby nie było… 😉

Jeśli realnie chcemy coś w mieście zmienić powinniśmy jak najszybciej redukować zadłużenie. Nie widzimy lepszej inwestycji w przyszłość Ostrowi niż zostawienie kolejnym pokoleniom miasta bez długów. Bo rosnące koszty obsługi długu to pewne podwyżki opłat i podatków w kolejnych latach. Wyprzedaż miejskiego mienia, zapaść inwestycyjna.

10,5 miliona rocznie, które można uzyskać za lokalizację składowiska byłoby realną szansą na wyjście z długów. A i pozbycie się problemu terenów po byłej nasycalni, bo teren zostałby przygotowany pod nową inwestycję za centralne pieniądze. Tego sami nie zrobimy, a procesy i kolejne ekspertyzy to tylko koszty i odsuwanie problemu na później.

Co moglibyśmy zrobić?

Po pierwsze: przestać się bać własnych myśli. Przestać traktować każdy kontrowersyjny temat jako zamach na „dobro mieszkańców”. To nie jest propozycja budowy reaktora jądrowego w centrum miasta. To jest pytanie o strategiczną rolę, którą Ostrów Mazowiecka mogłaby odegrać w polityce państwa, jeśli by tego chciała.

Po drugie: przygotować plan minimum. Zorientować się, co by to oznaczało. Rozmawiać z ministerstwami. Z instytucjami nadzoru. Przede wszystkim – rozmawiać z mieszkańcami. Uczciwie. Bez obietnic, bez straszenia, bez manipulacji. Skończyć z wiem, ale nie powiem! Dlaczego do tej pory Burmistrz i radni nie poprosili o spotkanie z władzami Różana (daleko nie jest, służbowa skoda stoi pod Ratuszem) i nie porozmawiali o tym jak to u nich wygląda? Jakie są szanse i ryzyka, jakie jest wsparcie ze strony władz centralnych, czy sprawa budzi obawy mieszkańców?

Po trzecie: mieć odwagę, by myśleć w skali dekad. Bo jeśli dziś nie podejmiemy decyzji, jutro obudzimy się z jeszcze większym długiem, jeszcze mniejszą liczbą mieszkańców i jeszcze bardziej zrujnowaną infrastrukturą. Tu kierunek został już wyznaczony. Nie bez powodu Ostrów znalazła się na wysokim (i to nie jest powód do radości) 31 miejscu na liście 139 miast tracących funkcje społeczno-gospodarcze, obniżającego się potencjału (silne powiększanie niekorzystnego dystansu, umiarkowanie zła sytuacja społeczno – gospodarcza, tak nas tam podsumowano).

Na koniec

Nie wiemy, czy składowisko to dobra opcja. Wiemy tylko, że nikt tej opcji nawet nie próbuje rozważyć. I to jest największy problem Ostrowi Mazowieckiej.

Nie to, że mamy trudności. Ale to, że nawet nie próbujemy szukać ambitnych rozwiązań. A przecież odwaga i ambicja to warunek rozwoju. Bez nich zostaje tylko stagnacja – i towarzyszące jej milczenie oraz narastające problemy.

Czy można się pozbyć problemu i jeszcze na tym zarobić?


Obrazek tytułowy – oficjalna wizualizacja składowiska odpadów promieniotwórczych, źródło: MKiŚ.